Dyskoteka na dobranoc

„Koala disco” – Ola Cieślak
Ilustracje: Ola Cieślak
Wydawnictwo Dwie Siostry, 2016
Wiek: 5+

Olę Cieślak, autorkę i ilustratorkę „Koala disco”, znamy już m.in. z utrzymanych w podobnej konwencji książek „Co wypanda, a co nie wypanda” oraz „Co by tu wtrąbić?”. Jej świetne teksty, lapidarnie ujęty dowcip, zabawni bohaterowie i piękny, oryginalny styl ilustracji sprawiły, że pojawienie się w księgarniach „Koala disco” przywitaliśmy, zacierając ręce i wiedząc, że dobra zabawa jest gwarantowana.

Zbliża się wieczór, a na eukaliptusie, królestwie spokojnych misiów, nikt jeszcze nie szykuje się do spania. Koale wyprawiają dyskotekę, na którą wybiera się cała rodzina. Planowane są pląsy do białego rana przy doskonałej muzyce Rufusa. Kuzyni i kuzynki, stryjkowie, babcia – wszyscy zamierzają świetnie się bawić. Początek rzeczywiście jest obiecujący, jednak szybko okazuje się, że nie dla misiów koala tańce do białego rana. Natura wygrywa z entuzjazmem i wszystkich po niedługim czasie morzy sen. Energii nie starczyło niestety na nic więcej.

Nikogo specjalnie nie dziwi taki rozwój wypadków. Koale nie należą do najbardziej żywiołowych zwierząt, zajmują się raczej jedzeniem i spaniem – odpoczynek jest dla nich najważniejszy. Trudno powiedzieć, co mogło je skłonić do zorganizowania dyskoteki, ale ten eksperyment z pewnością nie będzie powtórzony. Jeszcze na jedną rzecz warto zwrócić uwagę: tam, gdzie w literaturze pojawia się wieczorna pora, zazwyczaj są śpiewane kołysanki, atmosfera jest senna. Odnosimy wrażenie, że snucie onirycznych opowieści pomoże dzieciom szybciej zapaść w sen. Ola Cieślak całej konwencji dobranocki gra na nosie, zapraszając na wieczorną dyskotekę. Przyznać też trzeba, że nie należy do rzadkich sytuacji dziecięcy opór przed spaniem, który ma udowodnić, że dzieci mogą się jeszcze długo, długo bawić. Tymczasem – może później niż w przypadku koali – podobnie jak na eukaliptusie, zapada cisza, bo zmęczone dziecko zasypia przy klockach lub puzzlach.

Ola Cieślak kolejny raz udowadnia, że jej żywiołem w równym stopniu co ilustracja są też słowa. „Koala disco” to świetna antykołysanka, zachowana w bardzo dobrym rytmie, wpadającym w ucho i łatwym do zapamiętania, to także lekkość i swoboda wypowiedzi okraszona w każdym wersie humorem. Warstwa graficzna zaś to istna dyskoteka kolorów. Są bardzo intensywne, dość odważnie zestawione, niezwykle charakterystyczne dla artystki. Na szczególną uwagę zasługują oczywiście misie koala, pociągnięte grubą, czarną kreską, próbujące odnaleźć się w feerii barw. W ich łagodnych oczach widać błysk ekscytacji, jednak z każdą kolejną stroną te oczy przymykają się coraz bardziej

„Koala disco” to lektura nie tylko na wieczór. O każdej porze dnia potrafi rozśmieszyć, zaciekawić i wprawić w dobry humor. Pomimo nieprzezwyciężonej senności koali zaraża energią.

 

Recenzja: Urszula Zimoląg