„Yemaya – Królowa mórz”

 

Karolina Obszyńska

 

Yemaya. Królowa Mórz w reżyserii Martyny Majewskiej to spektakl, który otworzył IV Przegląd Nowego Teatru dla Dzieci we Wrocławiu. Reżyserka  pokusiła się o realizację trudnego tematu, który echem odbijał się w mediach i instytucjach społecznych, ale nie w kulturze – problem uchodźców i ich tolerancji w europejskim kraju. Głównym bohaterem tej historii jest mały chłopczyk, Omar, zmuszony do ucieczki ze swojego kraju. Podczas enigmatycznej podróży malec wypada z tratwy i opada na dno oceanu, gdzie spotyka go nieprawdopodobna przygoda. Wiedziony tajemniczą melodią i słowami „Asesu Yemaya!” trafia do królestwa oceanicznej Królowej.

W roli Omara oglądamy doskonałą Agatę Kucińską. Kreuje ona postać niemal bajkową, idealnie pasującą do równie odrealnionego, zagadkowego świata.  Dla chłopca nie jest bowiem niczym dziwnym, że swobodnie rozmawia to z parapetem, to z kawałkiem ziemi pod domem, to znów z doniczkowymi kwiatami. Słyszy i rozumie pieśni fal oceanu, posiada zdolność empatii wobec każdego nieożywionego obiektu, ale z kolei trudno mu zrozumieć ludzi. Dlatego też Omar staje się ofiarą nie tylko wojny i jej okrutnych następstw, ale także  najbliższego otoczenia, które kompletnie nie pojmuje jego wrażliwości, a nawet, jak ojciec bohatera, uważa ją za wstydliwą i kuriozalną. Kiedy więc Omar trafia do podwodnej krainy, szybko zaprzyjaźnia się z tamtejszymi istotami takimi jak Mantra czy Rekin, które w pełni akceptują jego naturalność i otwartość.

A wspominając te przedziwne morskie postacie, trudno pominąć sposób ich przedstawienia. Wszyscy bohaterowie spowici są długimi, finezyjne pomyślanymi kostiumami, które w naturalny sposób kojarzą się z ruchem morskich fal. Z kolei Rekin Gogo (Grzegorz Mazoń), jako drapieżny postrach oceanu nosi srebrny kombinezon i porusza się na wrotkach. W jego przerażającej szczęce nie ma też zwyczajnych zębów – w ich roli występują bowiem… aktorzy. Chłopcy, którzy odgrywają na scenie wspaniałą choreografię, mają być symbolicznym wskazaniem wielkości i grozy szczęki rekina.   Dotąd znany wrocławskiej publiczności najczęściej w rolach komicznych Mazoń, w Yemayi… jest poruszający w dramatycznej roli ofiary – zostaje bowiem w bestialski sposób zamordowany przez ludzi. To dzięki niemu mały Omar zrozumie, na czym polega okrucieństwo konfliktów wojennych.

 

Na scenografię tego emocjonalnego przedstawienia składają się geometryczne bryły i proste kształty, zachowane w grafitowych kolorach. Ten minimalizm obrazu z pewnością wyrównuje się z szaleństwem fabuły, tworząc stabilną równowagę w odbiorze spektaklu. Przy takim nagromadzeniu bodźców związanych z interpretacją tej kontrowersyjnej, a przy tym bardzo barwnej opowieści, budowanie kolorowej przestrzeni scenicznej byłoby przesadą. Podobna rzecz ma się z kostiumami – finezyjne w formie, dzięki stłumionej kolorystce idealnie współgrają ze scenicznym tłem, ale przy tym pozostają charakterystyczne dla danych bohaterów, określając ich osobowość.

Fantastyczne kostiumy i idealnie dopasowana do nich scenografia to bardzo duże zalety „Yemai…”, podobnie zresztą jak doskonałe aranżacje muzyczne Dawida Majewskiego. Pytanie tylko czy zawiła fabuła z podszytym rozterkami politycznymi tłem to nie nazbyt skomplikowany dla pięciolatków twór?

 

 

Wrocławski Teatr Lalek

Tekst: Maria Wojtyszko
Reżyseria: Jakub Krofta
Scenografia: Matylda Kotlińska
Muzyka: Grzegorz Mazoń
Choreografia: Aneta Jankowska
Reżyseria światła: Damian Pawella
Projekcje: Jakub Lech
Prapremiera: 4.12.2016 r.

 

Wiek: 7+
Czas trwania: 90 minut